Aktualizacja: 20.06.2017
"Niepotrzebna twierdza"
Zbiór opowiadań "Z powodu picia podłego piwa"

Kliknij aby powiększyć

Było południe, a wydawało się, że zbliża się wieczór, że dzień nie ma już siły ani ochoty wlec się dalej - takie zimno, takie góry, taki wiatr! Słońce otuliło się sinymi chmurami i całe ciepło kierowało na ogrzanie samego siebie; tnący smugami zimna mrok, ośmielony brakiem słońca najwyraźniej zamierzał zapanować całkowicie nad światem.

Nie był to zimowy dzień, ale z rodzaju takich, kiedy wysunięty nieopatrznie język wraca do ust w postaci lodowego kołka, dlatego żaden z wędrowców nie czynił równie głupich rzeczy. Z wprawą powodując końmi, jeden łaciatym ogierem, drugi karym wałachem, otuleni futrami, w nieustannie wiejącym w twarze wietrze, stępa przemierzali górzystą nieurodzajną, niegościnną krainę.

-Czuję się jak w jakimś kominie - nie wytrzymał jeden z konnych , na chwilę odsłoniwszy usta.

Zaraz potem znów zanurzył twarz w puchatym kołnierzu futra, widoczne ponad nim oczy wydawały się świadczyć, że żałuje niepotrzebnie otwartych ust. Drugi powoli odwrócił głowę, wolno, żeby nie odsłoniła się zbytnio twarz, poruszył skórą czoła, ale uznał, że nie ma nic ciekawego do powiedzenia i zmilczał. Przeciąg tnący w przełęczy wywiewał z niej całą roślinność, w zimie pewnie wywiewał śnieg, teraz wywiewał nawet dźwięk podkutych kopyt, tylko słabe "tsok-tsok" o kamienie na drodze dobiegało do wtulonych w futra uszu. Niemal pionowo ciosane ściany nagle ukazały szczelinę, zbawienne pęknięcie jak raz dla dwóch koni i kilku pieszych, nie zastanawiali się ani nie naradzali. Ten na wałachu tylko tknął wodze, a wierzchowiec, z wdzięcznością skinąwszy łbem wkroczył w skalny wykrot, jeździec zeskoczył na ziemię i otrząsnął się. Drugi wkroczył zaraz za nim, a jego ogier z niezadowoleniem parsknął, widząc, że wałach jest głębiej wtulony w niszę.

-Spokój, Pok. - Jeździec poklepał wierzchowca i zeskoczył również z siodła. - Poprzednio ty się grzałeś, a on cierpliwie marzł. - Odwrócił się do towarzysza. - Wiem, co mi powiesz: że okowitą grzeją się tylko naiwni głupcy, ale dziś jestem w ich szeregach.

Drugi na to uśmiechnął się mrużąc oko i zamaszystym gestem odsłonił połę futra, pod nią, w drugiej ręce trzymał płaską, ale nader pojemny piersiowniczek starannie i umiejętnie opleciony skórzanymi rzemykami, potrząsnął nim, rozległo się głębokie chlupnięcie oznajmiające światu: "Jest tu trochę tego dobra!". Wyciągnął rękę do mówiącego.

-Nie mów tylko - powiedział tamten biorąc do ręki flaszę, w jego głosie zadrżała nie tłumiona nadzieja - że schowałeś jeszcze trochę najprzedniejszego balsamu od tego... No wiesz - płowe włosy, ciało srogie i dusza jasna? Od... - Strzelił palcami - ... Olaczka?

-Olkacza - poprawił go drugi. Skinął głową. - Tak, to jest to.

-Och...

Poczęstowany chwycił naczynie, przytknął usta do odkorkowanej flaszy i zaciągnął na trzy łyki.

-Cadronie, wiesz, że za wiele rzeczy jestem ci winien wdzięczność, ale tym razem...

Cadron również wypił trzy łyki. Odchuchnął jak należy.

-Kto by pomyślał - Hondelyk wdzięczy się i łasi i podlizuje za kilka łyków gorzałki. Och, świecie nasz, świecie nasz!.. - pokiwał głową ze smutkiem na twarzy.

Ciąg dalszy do przeczytania w najnowszym zbiorze... W przyszłości być może "On Line"...