Aktualizacja: 20.06.2017
"Smoczy duch"
Portal
Zbiór opowiadań "Szklany Szpon"

Kliknij aby powiększyć

Ma'ysie Idissa wyjęła kształtną rękę z dzbana i pokazała wszystkim wylosowaną kulę. Sama - jakby bojąc się wyroku - nie patrzyła jeszcze w tej chwili na nią. Pierwszy roześmiał się jej brat, M'her Oblitas, ale księżniczka wciąż jeszcze pełnym napięcia wzrokiem wpatrywała się w zebranych. Dopiero gdy ojciec, M'her Kasedelia, szacowny gospodarz, sapnął w obfite wąsy, a matka, Me'yre Sino, plasnęła w dłonie i wzniosła je na wysokość ust, dziewczyna popatrzyła na trzymaną kulę i widząc jaskrawą żółć westchnęła czy też odetchnęła, a potem postąpiła krok w bok i zawołała:

- Niech ta kula przejdzie we władanie Ouatesaby!

Odwróciła się i cisnęła kulą w ogromne palenisko komina, jednego z sześciu odgrzewających salę. Nie było jeszcze tak zimno, ale skoro M'her Kasedelia kazał palić - niech będzie. Siedziałem dość blisko paleniska, było mi gorąco, musiałem zdjąć kaftan, inaczej pot kapał mi do misy, a przecież potrawy były wystarczająco słone. Siedziałem blisko, więc kiedy drżąca ręka zawiodła księżniczkę i ciśnięta przez nią kula pechowo uderzyła w wystające polano i wytoczyła się na salę, poderwałem się pierwszy, chwyciłem kulę i celnie posłałem w samo płomieniejące piekło paleniska. Zanim ktokolwiek zdążył choćby jęknąć - było po wszystkim. Obojętnie usiadłem na swoim miejscu i zająłem się odcinaniem płata mięsa z jędrnej percówki. Me'yre Sino podniosła się i podeszła do córki, by łagodnie ale dumnie przytulić ją do swej piersi, a potem poprowadziła na miejsce obok siebie. Skinienie palca gospodarza spowodowało, że służba rzuciła się do dzbana i wyniosła go szybko z sali, pewnie na podwórze, gdzie reszta dziewczyn, miała sięgać po kule, budować swój los, szczególnie ta, która wyciągnie kulę purpurową.

Mistrz Podewer, przychylny nam jak scorpion cielakowi, wpił we mnie swoje spojrzenie czarnych oczu. Widziałem to nawet kątem oka, zresztą - co tu kryć - spodziewałem się tego, więc musiałem zauważyć palące spojrzenie. Poza tym spojrzeniem nie miał mistrz niczego do zaoferowania, ale w tej głuchej krainie i to wystarczyło, by został nadwornym magiem. Obok niego maślane gały wytrzeszczał pijany kanclerz... Zapomniałem jak się zwał.

Padaer Bregon łyknął cierpkiego wina z Tohlassy, na dodatek mocno rozcieńczonego wodą, otarł wąsy i zapytał nie poruszając ustami:

- No i jak?

- Ciepła - mruknąłem naśladując go. - Musiała ją wylosować.

- Yhy - mruknął Padaer Bregon.

- Podewer musiał się postarać - dodałem.

- Oczywiście. Gdy odprawiał modły wypuścił kulę z rękawa. Przedtem kazał rozpalić ogień, żeby dziewczę miało jak pozbyć się podgrzanej kuli. Mag! - prychnął z pogardą.

Pociągnąłem wina z wodą.

- On ma w sobie tyle magii - mruknąłem - że starczy mu może na utrzymanie w cieple własnych jąder.

- A i to musiał skorzystać z wełny i usługi jakiejś dziewoi - uzupełnił Padaer Bregon.

- Mniej więcej tak myślę - zgodziłem się. Wpiłem się zębami w wyborny soczysty kawałek mięsa, oderwałem jędrny kawał i z przyjemnością zacząłem go obrabiać zębami. - Mogę jeszcze wina?

- Nie. Jutro pracujemy.

Wiedziałem! Trudno by zapomnieć, wszak po to tu przybyliśmy. W końcu Sance i Muel jeszcze przed zmierzchem pojechali w góry z czteroma jucznymi końmi. Odsunąłem puchar z winem i zająłem się percówką. Minstrele przestali zawodzić... przepraszam - kwilić, jakąś smętną opowieść. Me'yre Sino rozpłakała się tak głośno, że wypuściłem soczysty kęs i popatrzyłem na nią. Musiała się zdenerwować losowaniem, i teraz skorzystała z okazji, by dać ujście emocjom. Siedzący obok małżonek, M'her Kasedelia, nasz pracodawca, położył rękę na jej ramieniu. Jedynym, który się nie przejął był kanclerz Jakiś Tam, trzymał w lewej ręce potężny gnat wieprzowy, dwa psy delikatnie oskubywały kość z mięsa. W końcu ręka opadła z kolana pod stół i do pary ucztujących dołączyły dwa inne, zakotłowało się; nagle kanclerz otworzył kuleczki oczu i ryknął przeraźliwie, gdy poderwał się i uniósł rękę z rozcapierzonym palcami zobaczyliśmy, że z zakrwawionej dłoni wystają tylko trzy palce. Kilka dam jęknęło, Me'yre Sino, porzuciła płacz i tragicznym gestem wyciągnęła ręce do służby - nie wiedziałem tylko, czy chodziło jej o pomoc, czy usunięcie grubasa z jej oczu. Kanclerz ryknął raz jeszcze, potem zarechotał i pokazał wszystkie palce.



Ciąg dalszy do przeczytania w najnowszym zbiorze... W przyszłości być może "On Line"...