Aktualizacja: 20.06.2017
"Sen o wolności, sen o śmierci..."
Zbiór opowiadań "Królewska roszada"

Kliknij aby powiększyć

Najpierw bili dwaj strażnicy, trzeci, jakby znudzony zabawą ze skutymi więźniami, stał w drzwiach oparty barkiem o kamienną okutą pionowymi żelaznymi sztabami futrynę. Trzymał w ustach koniec rzemyka, którym zapinał pod brodą szyszak, gryzł go i ssał, co jakiś czas popluwając na podłogę. Odezwał się tylko raz, kiedy jeden z oprawców splótł palce i utworzoną w ten sposób maczugą z dłoni uderzył słaniającego się już i tak Hondelyka w bok głowy, a drugi natychmiast poprawił w kark. Hondelyk runął bezwładnie na kolana i zwaliłby się twarzą w cienką warstwę słomy na kamieniach, ale podtrzymały go kajdany. Wtedy właśnie ten przy drzwiach przesunął koniec rzemyka w kąt ust i wydał z siebie coś jak: "No-o!?". Pierwszy sołdafon kopnął jeszcze Hondelyka w bok, ale nie pozwolił zrobić tego samego drugiemu - odsunął go i wskazał brodą Cadrona. Ten przy drzwiach westchnął głośno, przypomniało to coś obu żołdakom, w pośpiechu uderzyli po dwa razy Cadrona w głowę i niespodziewanie skierowali się do drzwi. Ostatni wyszedł ten, który nie bił, rzuciwszy na niego spojrzenie Cadron zrozumiał, że on właśnie jest najbardziej niebezpieczny z widzianej trójki. Dwaj piersi bili, bo trzeba, bo rozkaz, ten trzeci lubił widok i zapach krwi, on tu wróci i nie będzie machał rękami, nie będzie kopał, on przysunie sobie zydel i chwyci nos w cęgi, wolno będzie obracał wytrzeszczonymi oczami wpatrując się w usiłującą okręcić się za ruchem cęgów ofiarę. Potem chwyci w klamernię jądra i będzie przez cały wieczór skręcał po trochę mutrę napawając się jarzącymi z bólu oczami ofiary. Może będzie przejeżdżał wolno po plecach rozpalonym do czerwoności prętem. Może wsadzi twarz w kosz z rozżarzonym węglem, może... Och, na Kreista, jakież możliwości otwierają się dla kogoś, kto potrafi zaangażować się w ulubioną zabawę!?

Cadron opadł na kolana czując jak ręce same podnoszą się mu do góry szarpnięte łańcuchami. W ścianach lochu umocowane były solidne żelazne pierścienie, przez które przewleczono łańcuchy łączące prawą rękę jednego więźnia z lewą drugiego. W nikłym i pulsującym świetle sączącym się z dwu olejowych kaganków przy drzwiach Cadron zobaczył, że jest przyłączony do jakiegoś mężczyzny z lewej, prawą ręką połączony z Hondelykiem, a jego z kolei prawa rękę krótkim łańcuchem złączono z kółkiem, tak samo jak lewą rękę współtowarzysza niedoli. Zebrawszy trochę śliny oczyścił nią usta, splunął w słomę i z wysiłkiem dźwignął się na nogi. Zauważył, że nieznajomy współwięzień przesunął się jak mógł najbliżej lewej obręczy, by dać Cadronowi możliwość odpoczynku na kolanach.

- Postaraj się wyciągnąć do przodu - powiedział obcy. - Może sięgniesz nogą kubła z wodą - popchnij go do mnie, a ja skorzystam z rogu i może uda mi się przyciągnąć do nas.

- Zaraz - wychrypiał Cadron - Najpierw zobaczę... - Przyciągnął prawą rękę do boku, lewa ręka Hondelyka powędrowała do góry, całe ciało zakołysało się, głowa majtnęła na boki, ale nic więcej nie dało się z tej pozycji zobaczyć.

Ciąg dalszy do przeczytania w najnowszym zbiorze... W przyszłości być może "On Line"...