Aktualizacja: 29.09.2017
"W Iezziorana-H. Czarpar"
Miesięcznik sieciowy Fahrenheit 13.99
"Czarpar"

Za chałupą wiało mniej, ogień spokojnie lizał dno kotła. Czarpar zerknął na druha, ale tamten zajęty był wylizywaniem palcy, którymi chwilę wcześniej wygrzebywał smakowitą gęściochę z dna naczynia.
- Tyle... - mruknął. I zamilkł.
- Tyle - co? - zapytał Czarpar.
- Tyle zostało ino... Tyle co nic... - westchnął filozoficznie. - Iść po wodę?
- Ta - zawyrokował Czarpar. - Już się zaczyna worgolić, zara żmijownik osadzimy i zacznie pierwuszka kapać.
- Wylejemy ją? - z niepokojem zapytał poeta.
- Pan poeta, pan poeta, ale bańka, kurna, nie ta! - Czarpar postukał się znacząco w pałę. - Jak zwykle dolejemy do następnego gara, zawsze trochę kopa dostanie.
Uspokojony poeta przykucnął i zapatrzył się w płomienie. Poruszył wargami.
- Tyle mi zostało, co mi... nalecia... nakapało! - oświadczył nagle. Przyzwyczajony do niespodziewanych erupcji natchnienia druha Czarpar tylko westchnął, a potem pchnął w jego kierunku wiadro.
- Gibaj się po wodę - polecił. - Po drodze możesz myśleć.
Poeta posłusznie poszedł, a po chwili zza węgła rozległo się dotarło doń skrzypienie kołowrota, a po nim tęskne słowa już niemal gotowej piosnki:
- Tyle mi zostało, co mi nakapa-ało!
Jak przyjdzie sioło-owy - zacier będzie z głowy!
- Siołowego ni ma! - krzyknął Czarpar. - Pojechał na jakiś Colcon czy Balkon. Do stolicy okręgu.
- A co ten matoł... - stęknął poeta stawiając wiadro z zimną studzienną wodą na ziemi. - ...tam robi?
- A to, co i tu. Ino tam się zjedża parę tuzinów takich jak on i coś razem... - Machnął ręką. - Ni to wspólne modły, ni to coś oglądają, czy się kłócą... Potem jeden drugiemu coś da albo zabierze i - po zabawie.
- To chniuchniam ja ich Walkony! - roześmiał się poeta.
Ale druh jego zadziwił, bo rzekł z pewną taką tęsknicą w głosie:
- A ja bym kiedyś pojechał... Ot, tak, żeby jakichś kulturalnych ludzi spotkać, pogadać...
- Gdzie tam kulturalnych ludzi spotkasz?! A i sameś jeno riezun, a nie jakiś epistolomaster!
-... coś dostać, coś dać... - mamrotał Czarpar nie słysząc słów przyjaciela. - Jakieś tam ponoć figurynki rozdajo. Może kobitki rozdziane?.. - rozmarzył się.
Tamten zaniepokoił się, bo dawno nie widział go w takim niebezpiecznie intelektualnym nastroju. "Jeszcze się przegrzeje!" - zaniepokoił się, ale zaraz oświecił go pomysł jenialny.
- Zacier się ulatnia! - wrzasnął. Nie za głośno i nie za cicho, żeby Czarpar usłyszał, a nie cała wieś.
No i wszystko wróciło do normy.
Tonic