Aktualizacja: 20.06.2017
"W Iezziorana-H. Czarpar"
Miesięcznik sieciowy Fahrenheit 12.99
"Czarpar"
Copyright © by Mao Myślny, 1999, 2000, 20001, 200000002, 20000000005, itp...

Czarpar wszedł zza węgła i zamarł. Przy drzwiach chałupy stała wysoka postać, w zapadającym zmierzchu niemal czarna, z wysokim kapturem na głowie i kosturem w ręku. Zimne ciarki nadbiegły natychmiast i rzuciły się na plecy.
Czarpar pochylił się i wymacał drąg leżący w trawie. "Drąg - pomyślał. - Co to jest przeciwko Mrocznemu Widmu, które nas nawiedziło". Pomyślał i nie znalazł w myślach sensu. Podkradł się więc bliżej i z całej siły, poleciwszy swą duszę Kreatorowi, huknął drągiem w łopatki Widma. Oczekiwał, że drąg przejdzie przez nie i uderzy w drzwi, a wtedy wyskoczy Kiki i druh i razem...
Tak się nie stało. Drąg miękko, ale z przyjemnym odgłosem zatrzymał się na plecach Widma. Ono zaś huknęło swym widmim, niewidocznym pyskiem w drzwi i powiedziało:
- Ło rany!!!
- Siołowy???
Widmo odwróciło się. Nie, jednak - widmo!
- Widmo... - jęknął Czarpar widząc płaski nos i wydatne wargi.
- Hjakie fidmo - syknął stwór. - Durnyfście... Pysk mi rozbiliście, Czarpar! Żeby was sraczka wynicowała!
- Siołowy - powtórzył Czarpar. Pierwsza wersja okazała się lepsza. - Co wy tu robicie?
- Chfciałem... - wydukał, z trudem rozklejając rozbite o drzwi, opuchnięte wargi, Siołowy - ... chciałem się pokłonić...
- Drzwiom? - Czarpara ogarnął domysł. - Podglądaliście Kiki! Dziś noc Letniojańska, i myśleliście, że się kąpie!
- No, co wy?
- Ale się pomyliliście, bo uznała, że w tym półroczu się jeszcze nie ubrudziła i poczeka na letnie upła... upały!
- A niech czeka! - syknął Siołowy i zdarł z siebie szlachmajzę. Cisnął ją po ścianę. -Nie mam co robić, tylko jakieś skwarki podglądać!
- A macie?
Zastanawiał się chwilę.
- Mam, ale nie powiem.
- No to ja też - mam, ale nie dam!
Czarpar cofnął się i sięgnął pod krzak, gdzie, jak mu się zdawało, schował butel z apfeltzokiem. Nie był to jednak ten właściwy krzak. Czarpar powąchał usmarowaną dłoń a potem wytarł ją w spodnie. Zgrzytnęło, jakby pazurami po ścianie przejechał.
- Tu mam - powiedział skłonniejszy nagle do zgody. Łyknęli ze znaleziska. - Byliście w mieście?
- Taaa... - skrzywił się Siołowy. - Wariactwo zupełnie. Trupa przyjechała, dawali występ, o nowych przygodach Ponurej Zjawy... Wszyscy pogłupieli - damy rogaliki sobie na głowach kręcą, szlachta owija miecze pakułami i po zapaleniu ich okłada się jak za pieniądze, dzieciaki w futra się owijają i na kijach się wożą. Mówię wam - sramota.
Łyknęli jeszcze.
- Do nas nie przyjadą? - zapytał Czarpar ważąc coś w głowie. Po prawdzie - nie było co w niej ważyć, ale ciągle o tym zapominał.
Siołowy splunął przez obrzmiałe wargi i wytarł ślinę z brzucha.
- Za kilka miesiączków - powiedział. - Na razie mają obłożenie wielkie.
- A pamiętacie dobrze treść?
- No taaa...
- To... To... - Czarpar aż podskoczył z radości, z butli chlusnęła berbelucha. - To może my też wystawimy te ponurą pomrokę i zgarniemy kasę?
- No... Aż tak nie pamiętam...
- To dopiszemy! - Czarpar huknął go w ramię, przytrzymał i wytarł do końca ubrudzoną dłoń w koszulę Siołowego. - Dopiszemy, przebierzemy się i zanim one przyjadą, my już swoje harce wystawimy i kasa nasa!
- No... nie wiem - Siołowy wymownie zerknął na butel.
- Macie, łyknijcie i do roboty.
Siołowy chętnie wykonał pierwszą część polecenia.
- Wstawicie swoich kilka tych... dla półgłówków - kusił Czarpar.
- Dobra - zgodził się Siołowy i łyknął. - Ma nowe, o gliździe w parapecie...
Czarpar wyrwał mu butel i sam łyknął. Potem zmienił rękę, bo pierwsza śmierdziała, i łyknął jeszcze.
- Powiedzieliście - Mroczne Widmo? - zapytał Siłowy.
- Tak.
- To lepsze niż Ponura Zjawa. Tak zrobimy, i nikt nas o nic nie zapyta...
- No. - Czarpar zatarł ręce i zaklął w duchu - smród spotężniał. - Do roboty.
Mao Myślny