Aktualizacja: 29.09.2017
"W Iezziorana-H. Czarpar"
Miesięcznik sieciowy Fahrenheit 12.99
"Literatura"

No i stało się znowu: Literaturoznawcy nie ma! Pojechał sobie chłopak na wakacje, a ja (jako jedyny już żywy członek redakcji trwam (trwię?) na stanowisku. Tak jak przed rokiem musze go zastąpić. Pewnie... Jak już nikt nie chce pełnić jakichkolwiek obowiązków... tylko GIN na stanowisku. Nie wyjeżdżam na wakacje, trwam w twierdzy ostatniego organu Festung Breslau, jestem (jak idiota) obowiązkowy. Jestem mastodontem. Jestem reliktem zamierzchłych epok. Jestem ostatni w swoim gatunku. "Jeszcze Polska nie zginęęęęła, póki GIN w Fahrenheit'cie!"... Jestem sam. Co nadmieniłem parokrotnie w niniejszym numerze.
Przyznam się szczerze: nie chce mi sie pisać całej, sążnistej niekiedy, zawartości działu "Literatura". I w związku z tym postanowiłem sparodiować parodię. Teraz otrzymacie wspaniałą (tak, tak!!!) parodię, działu "W Jezioranach".
A ponieważ jestem świntuchem, więc... osoby bogobojne i nie lubiące świństw niech nie czytają tego co poniżej pod żadnym pozorem...

Czarpar (virtual) apokryf by Hrabia Du'Piast y coś tam...
[znaczy: "W Jezioranach - część 2 ("Kopuladze strikes back") ]

Białowłosy stanął na trakcie, a właściwie na tej jego części co wiodła do karczmy.
- Gwałcą? - spytał cicho dowódcę oddziału szturmowego.
- Tak Pani! - dowódca przygryzł wargi w nagłym zdenerwowaniu. - Tak, Panie! Chciałem powiedzieć... O szlag, szlag, szlag! Zostanę ścięty na samym początku opowiadania przez głupie przejęzyczenie! Szlag....
Białowłosy ściął dowódcę za głupie przejęzyczenie. Obserwował jednocześnie ciemniejący na tle lasu budynek karczmy skąd dobiegały jęki gwałconych kobiet.
- Ilu ich? - spytał zastępcę dowódcy.
Ten jednak milczał jak zaklęty.
- Pewnie siła ich, co? - dopytywał się Białowłosy. - No gadajcie, psie juchy, bo zaraz zetnę któregoś...
- Siła, siła, siła!!! - z nagła rozległy się głosy wokół.
- Pewnie ze czterech będzie - odezwał się dziesiętnik niepytany. - Albo może nawet dwóch...
- A nas ilu? - Białowłosy miał wyraźne problemy z matematyką.
- A nas będzie ze trzystu! - krzyknął dziesiętnik. - Siły więc równe! - zaraportował. - Ich dwóch, nas trzystu - podłubał palcem w zębie. - Jakąś tam szansę mamy by ujść z życiem!
Białowłosy wyjął z przewieszonej na plecach pochwy swój straszliwy miecz zwany Si... Si... Si... Siiiiiiiiill! A nazwa jego stąd się brała, że każdy kto zobaczył obnażone ostrze najpierw jąkać się zaczynał, potem lać po nogach ze strachu, a potem, po cięciu to już tylko cieniutkie, kastrackie "iiiiiiiiiiiiii" był w stanie wydobyć z gardzieli.
- No to uderzymy na zbójców - wrzasnął Białowłosy. - Wyciągnijcie swą broń. Jeśli są tu ludzie honoru...
- Są! Są!!! No są!!! - darł się staruszek o kulach, który przyplątał się do oddziału na ostatnim postoju.
- On nie powiedział "ludzie odoru" - wyjaśniał dziadkowi dziesiętnik. - Tylko "ludzie honoru".
- Aaaaaaaaaa... - stary zrozumiał nareszcie. - To przepraszam! - krzyknął. - Przepraszam. Ja niedosłyszę!!!
Białowłosy podjął swą mowę.
- Jeśli są ze mną tacy co honor ponad wszystko mają...
- Są! Są! No są!!! - darł się staruszek.
- On nie powiedział "co od rana wódkę ćpają" - wyjaśniał dziesiętnik. - Tylko "co honor ponad wszystko mają"...
- Aaaaaaaaaaaaaa... - zrozumiał staruszek. - A to przepraszam. Przepraszam! - krzyczał. - Ja nie-do-sły-szę!!! - tłumaczył głośno.
Białowłosy zmełł przekleństwo.
- Jeśli są tu tacy, co honor mają większy niż stąd do lasa... - podjął znowu.
Dziesiętnik uprzedził zgłoszenie staruszka.
- On nie powiedział "ci co ręką [...] k[...]a"...
- Aaaaaaaaa... - zrozumiał staruszek. - To nic, nic, synku. - zwrócił się do Białowłosego. - Nic się nie martw. Wyspowiadasz się z tego kapłanowi w chramie. I znajdź se wreszcie jakąś białogłowę!
Białowłosy cudem jakimś powstrzymał się od ścięcia dziadka. Podszedł do okutych odrzwi karczmy.
- Hej wy tam! - ryknął - wychodzić!!!
Odrzwia rozwarły się nagle na kształt rozwieranych odrzwi i... I... I stanął w nich kacerz nad kacerze... Baron Fuckmayer we własnej osobie. Trzystuosobowy oddział stracił ducha bojowego. Ale to jeszcze nic. Zza pleców barona wysunęła się niska, kędzierzawa postać.
- Jam Gruzin Kopuladze! - oznajmiła postać wyjmując miecz z pochwy.
- Jak? Waginadze? Menstruadze? - dopytywał się staruszek. - Jebanadze? Onanizadze? Srałnadesce-dze? Przepraszam! Ja nie-do-sły-szę! - wyjaśniał spokojnie.
- Kopuladze! - warknął Gruzin.
- Korpus na wadze? Jaki korpus? - nie mógł się uspokoić dziadek. - Ja słyszałem wyraźnie: "Rozwolniony kał na wardze"!
- Jaki k[...]a, rozwolniony? - zdziwił się Gruzin.
Staruszek zbliżył się do niego.
- Roz-wol-nio-ny! - powtarzał głośno. - Powiedziałem: "roz-wol-nio-ny"!
- No o to właśnie pytam - zdenerwował się Gruzin. - Jaki rozwolniony?
- No mówię: "roz-wol-nio-ny"! I nie mów "Kaki" tylko "kupa" albo "kał".
- Powiedziałem: "jaki" - wrzasnął Gruzin.
- Toż mówię... Dorosły człek nie mówi "kaki" tylko "kupa". Rozumiesz? "Kupa" albo "kał", tudzież "gówno"! "Eks-kre-men-ta"!
Gruzinem zatrzęsło ze złości.
- Fuckmayer, daj skręta! - szepnął.
- Nie: "Daj skręta" - tłumaczył staruszek. - Tylko: "Ekskrementa"! Ty co? - zdziwił się. - Też niedosłyszysz?
- Zaraz was wszystkich zapierdolimy! - wrzasnął Fuckmayer.
Trzystuosobowy oddział runął do ucieczki jak jeden mąż. Pozostał na placu boju jedynie staruszek, bo nie dosłyszał, i Białowłosy bo nie rozumiał łaciny, w której padło złowieszcze zdanie.
I stało się co stać się musiało. I runął do przodu Gruzin nabijając się na Si... Si... Si... Siiiiiiiilla bowiem zamiast "wszystkich zapierdolimy" usłyszał "wszyscy się nawalimy"... Rzeczywiście niedosłyszał, skoro ruszył w stronę składu zacieru zamiast na wroga.
Fuckmayer jednak, nie dał się zwieść. Wyjął miecz, wziął zamach i... Niestety! Dziadek dobył swojego składanego Mannlichera i wbił go baronowi w brzuch.
- Ty... ty... ty jesteś "Zapalenie spojówek" - wycharczał leżący na plecach Fuckmayer rozpoznając broń. - Ale świetnie grałeś niedosłyszącego dziadka!
- Nie grałem - krzyknął "Zapalenie spojówek". - Sam przebiłem sobie bębenki uszne igłą, żeby lepiej wypaść i... naprawdę niedosłyszę...
- Bogowie! - szepnął Fuckmayer tężejącymi wargami. - Mistrz!
- Ty świnio? Coś powiedział??? - "Zapalenie spojówek" chwycił mocniej rękojeść swojego miecza. - Teraz cię wykończę!
- Litości!!!
- Co? Miłości??? - "Zapalenie spojówek" wzruszył ramionami. - Miłości ci się w takiej chwili zachciewa? - splunął na pokryty kurzem trakt. - A zresztą... dobra!
Odwróćmy oczy od dalszych wydarzeń...

GIN