Aktualizacja: 20.06.2017
"W Iezziorana-H. Czarpar"
Miesięcznik sieciowy Fahrenheit 09.99
"Czarpar"

W izbie było ciemno.
Siołowy wsadził głową przez uchylone drzwi i węszył chwilę.
- Ha, jesteście tam, Czarpar! - stwierdził.
- Skąd wiecie? - zapytała ciemność po chwili.
Siołowy przekroczył próg i krzesał ognia. W tej samej chwili przez nosem śmignęła mu szpic głowni miecza trzymanego wprawną dłonią dziewczynki.
- O-p!.. - syknął siołowy i odskoczył. Oślepiona płomykiem dziewczynka podniosła do oczu dłonie, przy okazji niemal otworzyła siołowemu brzuch mieczem. Odskoczył ponownie. - Czemu tu tak ciemno?
- Druh nasz i przyjaciel cierpi trochę - dobiegła z mroku odpowiedź. - A i dziecku przyda się, kiedy trochę poćwiczy. Wszak ma zbawić świat.
- Ta, słyszałech - zgodził się siołowy. - A druh?
- Lipcia? - zapytał gospodarz. Sięgnął do stołu i podsunął siołowemu ogarek świecy. Kiedy ogienek zapełgał na knocie Czarpar odchrząknął. - Pojechał w świat, żeby na wyborach zarobić, każda partia swój hymen mieć chciała. Obskoczył siedem - powiedział z pewną dumą..
- O-ż! Kurzył na urwisku!.. - stęknął siołowy i podrapał się po głowie.
- Co wy? Znowu z tymi półgierkami? - zdziwił się nieprzyjemnie Czarpar. Każda rozmowa z siołowym, miłośnikiem gry półsłówek, wymagała od niego pełnej umysłowej dyspozycji, a o to nie było łatwo.
- No ta. Ale co z druhem?
- Z Lipcią?
- No tak!
- No, sprzedał swoje hymny siedmiu partiom, ale się okazało, że sprzedawał wszystkim ten sam. I w końcu któź, jakiś zdrajca, co z partii do partii się przemykał odkrył, że to samo śpiewajo w partii zielonych jak i szarych, błękitnych, czarnych i złotych. - Westchnął. - Doszło do rękoczynów...
- Wpierdol złapał? - sprecyzował siołowy.
- Nie przy dziecku - zdenerwował się Czarpar.
- A wy to co? - odszczeknął hardo siołowy.
- Co - ja? - Czarpar zerknął w dół, na swój brzuch.
- Już my wiemy co - mruknął siołowy.
- Kto - my?
W głosie Czarpara słychać było lekki dygot.
- My!
- A co wy wiecie? - Czarpar oblizał pełne choć wąskie wargi. Potrząsnął głową, warkoczyki niczym aureola zawirowały wokół jego głowy. - Wy i ten wasz... chór wujów!
Siołowy nabierał powietrza, żeby ukrócić hardego Czarpara, ale wyczuł zbliżające się od tyłu niebezpieczeństwo, poderwał się i odskoczył. W zydel, na którym chwilę temu jeszcze siedział wbiła się klinga miecza dziewczynki. Uderzenie było tak mocne, że wibracja wytrąciła jej broń z ręki.
- Mądra Jola - mruknął z podziwem Czarpar i chytrze zerknął na siołowego.
Tamten syknął i skinął z uznaniem głową. Podrapał się po sterczącym z czubka głowy kołtunie.
- Wiecie, że od przyszłej kwadry w naszych podwodach, któremi do grodu jeździmy, będą stangreci w nowych czardachach obsługowali? I że będą dawali spyżę podróżnym?
- A kto zapłaci?
- Podróżny, wiadomo!
- Wiadomo - sapnął Czarpar.
Ogarek syknął i zaskwierczał, płomyk zakołysał się.
Zdenerwowany Czarpar, jak zawsze gdy był zdenerwowany poderwał się i wykonał dwie zgrabne finty.
Kiedy umilkł hałas zwalanych i rozbijanych sprzętów i Czarpar podnosił się z podłogi, siołowy rozsunął nogą porozrzucane sprzęty i mruknąwszy coś na pożegnanie skierował do drzwi.
Huknął z całej siły, żeby się zamknęły. W chacie cienko pisnęła dziewczynka, towarzyszył jej ryk Czarpara.
- Jak to było?.. - mruknął do siebie gamoniowaty siołowy z kiepską pamięcią. - Kurzył na czym? Użył na czym? - Kilkanaście kroków dalej machnął ręką. - Zawsze mnie wybije z pantałyku... - Smarknął i splunął. - Chyba użył... Tylko co?