Aktualizacja: 04.11.2007
Piotr Cholewa - rozmowa z Laureatem Śląkfy EuGeniuszem Dębskim!
Seminarium Fantastyczne - Katowice 1995

Eugeniusz Dębski - Wszystkich was tu znam bardzo dobrze i od bardzo dawna i wydaje mi się, że wszystko o mnie wiecie...

Z sali - Jak to było za pierwszym razem?

ED - Nie było teścia w domu. Mieliśmy z Ewą dwie godziny czasu. Wystarczyło. A jeśli miałeś na myśli książki... Ci, co mają powyżej 35 lat pamiętają czasy, kiedy była jedna książka na miesiąc. Pomyślałem kiedyś: "Trzeba zacząć pisać, nie ma co kwękać". Moja żona zobaczyła w telewizorze Andrzeja Wójcika z KAW-u, który prosił o teksty. Posłałem mu. Kupił.

Marian Wierzchoń - Niektóre z twoich opowiadań czytało mi się sympatycznie (bo nie czytałem wszystkich).

ED - Mnie się wszystkie czytało sympatycznie (bo czytałem wszystkie). Co do sensu natomiast tej roboty, to mam mieszane uczucia: Hemingway ma 6 powieści i 2 zbiory opowiadań. Ja mam 9 książek: 6 powieści (jedna wyszła w postaci okładki), 2 tomy opowiadań, 1 nowela w Almapressie. I czy coś z tego wynika?

Z sali - Ale nie zrobisz tego błędu co Hemingway?

ED - Nie, mam obowiązki. Mam młodszego brata.

PCh - Żyjesz z pisania? Co robisz?

ED - Od roku właściwie nie piszę. Jestem rusycystą. Kieruję Studium Języków Obcych. Piszę listy, jeśli trzeba, w mojej drugiej pracy, gdzie jestem "psycho-fizycznym doradcą do spraw utrzymania i rozwoju Prywatnej Szkoły Tenisa".

MW - Czyli jednak żyjesz z pisania!

Lech Olczak (klęka, robi zdjęcia)

ED - (ruch rękami "wstań, nie trzeba") Ludzie na poziomie potrafią wyrazić swe uczucia niewiele mówiąc. To mi się podoba!Piszę mało. Staram się zapełnić dziury w pamięci czytelników, żeby o mnie nie zapomnieli. Kilka lat temu wydałem więcej niż Lem - trzy książki w CIA. Byłem bardzo zadowolony z układu w Stajni Ilukowicza, w której byłem czołowym wierzchowcem, niestety - stajnia się wykopyrtnęła i już drugiego takiego roku nie miałem. Nie miałbym nic przeciw pisaniu pod pseudonimiem, dając znaki (Owen), że to jestem ja, ale wydaje mi się, że gość, który ma 9 książek, powinien na tym nazwisku funkcjonować. Piszę zresztą powieść sensacyjną, w której poumieszczałem takie różne sygnaliki "Nie patrzcie na pseudonim, to ja, E.D!"

Parowski do Inglota - Jest jeszcze piwo?

Inglot - Jest, ale się kończy.

ED - Patrzcie! Jeden z wydawców polskich wstaje i wychodzi. Oto pointa do referatu o kondycji polskiej fantastyki!

MP - Zaraz wrócę! *

ED - Zacząłem pisać klasyczną powieść sensacyjną, ni to kryminał, ni to sensacyjną, ale pisząc opowiadania muszę od niej odskoczyć na parę tygodni. Jedną z powieści o Owenie napisałem w 42 dni i myślałem, że jestem w stanie pisać takich 6 w roku, albo 4 z normalnymi wakacjami. Mam trzy książki, które czekają, kryzys, niemoc, z potencją kiepsko, czy coś jeszcze?

PCh - Kiedyś widziałem na twojej książce pieczątkę "Tekst wydany bez końcowej korekty". Jedna z twoich powieści sygnowana jest: Owen Yeates, a na tytułowej stronie: "tłumaczył Karol M. Dołgowicz". To taki joke?

ED - Miałem w CIA rozmowę z Ilukowiczem:
On: Okładkę ci przyślę. Owen Yeates...
Ja: Jak? Owen Yeates?
On: A nie mówiłem ci? Mam już wydrukowaną. Ale tytuł jest twój!
Ale do końca się wypłacił. Rok czy dwa miałem z nim świetne życie.
To se ne vrati...

Zawsze byłem typem opowiadacza. 4,5-letni, wypiwszy szklankę piwnej piany, opowiadałem dziadkowi coś jako film z udziałem własnym. Zawsze lubiłem gadać, nawijać, opowiadać...

PCh - Pamiętamy twój słynny dowcip o piłce!

K. Papierkowski - Czy "Brat marnotrawny" to aluzja?

ED - Nie, tylko dźwięczny i sensowny tytuł. Kto czyta Fenixa, ten wie, że to Maciek Dębski, mój starszy syn, wymyślił tytuł "Czy to pan zamawiał tortury?". Nawet Parowski nie zauważył, że tam nie ma nic z fantastyki, tak dobrze tytuł nakrywał resztę.

Z sali - Trzy najlepsze książki?

ED - "Opowieści o pilocie Pirxie", coś ze Strugackich, "Gwiazdy moim przeznaczeniem", to co się czyta mając 13,15,17 lat. To zostaje, na tym się wychowałem i mogę to w kółko czytać. Stare dobre kochanki, które sprawdzają się bez pudła.

Albert Szewczyk - A trzy najgorsze książki?

ED - Antologia opowiadań NRD "Niemoc". To był dobry tytuł. Dałem to do czytania sąsiadowi. O 4.30 rano puka do drzwi. "Coś ty mi dał?! Już od półtorej godziny trzęsę się w kuchni, żeby ci mordę obić! Albo się zaraz ze mną napijesz wódki, albo..." Poszliśmy na górę... Dalej: radziecka fantastyka indoktrynacyjna. Z polskich rzeczy też bym znalazł parę...

KP - Twoja fantasy bardzo mi się podobała. Czy możesz coś o tym powiedzieć?

ED - Oczywiście. Staram się reagować na to, czego potrzeba rynkowi. Kiedy poczułem, że fantasy jest na fali, napisałem powieść z wyraźnymi ciągotami w tym kierunku. To była jedna z pierwszych polskich fantasy (wcześniej chyba tylko "Wiek żelaza" Warchoła), ale wydawnictwo tak się ślimaczyło, że w końcu wydało ją w drugim miesiącu lawiny anglosaskiej fantasy. I to był kierunek na cmentarz - okładka, choć i tak ekspresyjna, jak na ówczesne polskie, zginęła pod foliami, hologramami, pazurami i kłami. Autor z polskim nazwiskiem.... A czytelnik wtedy żarłocznie przyswajał tylko obce rzeczy, no i książka nie doczekała się kontynuacji, choć taki zamiar miałem. Wyobrażałem sobie, że jak chwyci, natychmiast dopisuję "ciągi dalsze".

KP - Okładka była beznadziejna.

ED - Nie była beznadziejna. Pamiętasz "Podwójną śmierć"? Ta była wręcz hyperrealistyczna, tyle że nie była błyszcząca. Drzewiński i Ziemiański mieli wydać w KAW-ie powieść i dostali okładkę z trzema futrzastymi piramidkami.

A. Drzewiński - Był tam jeden zielony stwór i cztery jakieś gluty po nim chodziły.

ED - Oni się uparli i nie zgodzili na tę okładkę, ale kiedyś patrzę, a ta okładka jest na innej powieści: "Krótki lot Rudolfa K". Nie zmarnowała się!

Oklaski. Owacja na stojąco. Podrzucają laureata w pięciu do góry...

i nawet łapią!

___________________________________________________________

* Nie wrócił! Pilnowałem i wiem, że pił piwo na schodach. (ED)