Aktualizacja: 04.11.2007
"Kir Bułyczow by EuGeniusz Dębski"
wywiad w : "Science Fiction", 2 (02) 2001

Kliknij aby powiększyć

ROSKON. reklamowany jako pierwszy rosyjski konwent w tym tysiącleciu, odbył się (15-18.02.2001) w Centrum Wypoczynku Armii Rosyjskiej pod Moskwą, Reprezentowaliśmy z Andrzejem Sapkowskim Polskę; on - gość honorowy, ja - roboczo.

Kilkaset osób, niewyobrażalna dla Polski ilość autorów, większość jeszcze mi wtedy nieznanych. Zima, śnieg, jazda na skuterach i saniach (poużywałem sobie na tych saniach, oj poużywałem!), bankiet, pokaz hollywoodzkich kaskaderów, seminaria, zamarznięte jezioro i wódka ze słoniną na spacerze... Wspomnień, o dziwo, wiele. Ni jednego niedobrego.

Ale przede wszystkim - gadanie, gadanie, gadanie... Pytania; kto u was pisze, co, ile wydają, ile płacą, kto rzetelny, dlaczego- gdzie zagrycha, kto przetrzymuje: kieliszek? A gdzie "ogórcy"?

I tak dalej. Nie ma większego sensu streszczanie jakiegokolwiek konwentu. Po prostu przywiozłem osiem kilo literatury do tłumaczenia i dwadzieścia deko wizytówek. Miałem przeprowadzić kilkugodzinną rozmowę, taką na cztery kasety, z Kirem Bułyczowem, ale okazało się, że przyjechał na krócej niż zamierzał i wyjeżdżał wcześniej niż planował. Na dodatek wysiadł jednorazowy aparacik, który zamierzałem wypstrykać na Kira. Więc nerwówka, a podczas rozmowy co i rusz ktoś nam przeszkadzał. W końcu rozmawialiśmy tylko godzinę. Ale - tak sadzę - przybliży ten "protokół" sylwetkę, dość w końcu znanego w Polsce, pisarza.

Tak sobie zaplanowałem, że może Czytelnicy "Science Fiction" woleliby dowiedzieć się. nie ile i jakie książki napisał, a jakim jest człowiekiem. Dlatego choć były też . i inne przyczyny takiego, a nic innego prowadzenia rozmowy - proponuję rodzaj protokołu. krótkiego dość przesłuchania Kira Bułyczowa. Wkrótce na łamach "SF" nowe i stare (stare, ale nieznane) jego utwory.

- Pamiętam, że na spotkaniu na. Euroconie w Gdańsku wyznałeś, że pierwsze opowiadanie fantastyczne zostało napisane, brutalnie mówiąc dla pieniędzy. Dla stu, chyba, lewa, jakie obiecał ci któryś z bułgarskich przyjaciół pracujący w piśmie fantastycznym. Czy nie przekłamałem czegoś w tej historii? Bo wydaje mi się, że nie zdarza .się tak, by człowiek nagle zapragnął napisać opowiadanie fantastyczne, że nachodzi go taka myśl na bułgarskim piasku plaży. Są jakieś korzenie takiego pragnienia?

- Zgadza się, takie coś jest chyba wykluczone. I ze mną również nie tak trochę było.Po pierwsze, byłem już ukształtowanym dziennikarzem, zarabiałem na życie wierszówką. Poza tym byłem tłumaczem, przekładałem opowiadania fantastyczne na język rosyjski, W serii "Zarubieżnaja fantasika" miałem sporo przekładów fantastyki amerykańskiej. Tak więc najpierw zaistniał Bułyczow - tłumacz. dopiero potem Bułyczow - autor. Do tego dochodzi jeszcze jedna okoliczność. Przed owym bułgarskim 1967 rokiem, od osiemnastu miesięcy pisałem już o Alicji, wiadomo, dla dzieci i młodzieży. A z tej opowieści o Bułgarii, jak widzę, zapamiętałeś, że było takie opowiadanie, ale chodziło o pierwsze opowiadanie guslarskie! Bułgarzy, bowiem, kiedy do nich przyjechałem, mieli mnie już za młodego autora...

- Ach, no to tu pamięć mnie zawiodła, nie był to debiut...

-Debiutowałem w 1965 książką o dziewczynce, której nie może stać się nic złego, a działo się to w Bułgarii jesienią 1967 roku.

- Wróćmy do przekładów. Pamiętasz, kogo wówczas tłumaczyłeś?

- Była to, jak mówiłem, seria "Zarubieżnaja fantasika"... (tu wchodzi organizator z jakimiś papierami trwa to długo, a ja zaczynam obawiać się, że zapomnimy, o czym rozmawialiśmy chwilę wcześniej. Tak też się stało. Ponieważ organizatorzy nie przewidzieli awarii jednego z przypisanych do konwentu samochodów, Kir zaczął się obawiać, że wyjedzie do Moskwy zbyt późno. Zaczęliśmy sprawdzać, jakie książki dla mnie przywiózł, który tom jest który. Potem zeszło na adres elektroniczny, którym obiecał mnie poczęstować, ale okazało się, Alicja miała kupić sobie lepszy komputer, a poprzedni zostawić ojcu, co sprawiłoby, że w końcu stałby się posiadaczem poczty elektronicznej, jednakowoż ceny sprzętu poszły w górę, Alicja czeka na obniżkę, Kir czeka mi Alicję...).

- Mówiąc o komputerze, dlaczego piszesz ciągle na absolutnie niemodnej i nieprzyjaznej człowiekowi maszynie mechanicznej?

- Nauczyłem się pisać na ma-szynach z innej epoki, w tamte należało walić z dużą siłą, przestawić się na inną jest mi trudno. A przy tym ja piszę akurat z taką prędkością, jaką daje mi taka maszyna, nawet przyłapałem się na tym, że wykorzystuję przesuw wałka na obmyślanie następnej frazy, wypowiedzi, sytuacji. Sam . komputer, jako taki, za bardzo nie przyspieszy mi pracy. Próbowałem używać maszyny elektronicznej, ale walę w tę klawiaturę tak, że niemal wszystkie litery są zdublowane, więc jaki to ma dla mnie sens?

-A wszystkie te wspomagania oferowane przez komputer? Jeśli napiszesz coś w trzech egzemplarzach i porozsyłasz, to zostajesz ze świadomością: "napisałem takie opowiadanie!", ale już go nie masz!

- Nieprawda, mam. Mam ksero i wszystko, co wysyłam jest kserowane, żeby zostały w domu odpowiednie ilości kopii.

- Nie boisz się pożaru? Ja mam płyty, a kolejne warianty płyt z plikiem "Moje dokumenty" są u mamy w Bytomiu.

- Cóż, wiem, że to ty masz rację, ale widocznie jestem z innej epoki. Łatwiej mi jest pisać na maszynie, łatwiej jest mi redagować teksty ręcznie... Kładę się na podłodze z tekstem i poprawiam, w tej pozycji. Nie lubię siedzenia przy biurku. Skoro już muszę, to przy maszynie... Przy tym ciągle wydaje mi się, że co innego wykreślić zdanie czy poprawić kilka słów, a co innego redagowanie w komputerze. Ale jestem też świadom, że prędzej czy później trzeba będzie jednak się przesiąść i przyznam, że już się do tego rozpędzałem. Ale, jak mówiłem, najpierw ta oferta Alicji, że po prostu odda mi swój sprzęt, a do tego, z różnych powodów, od jesieni nikt mi nie może zapłacić, chociaż książki wychodzą. Samo życic... To jest rozmowa na długie godziny: oferty, ich realizacje i nie realizacje...

- Czy jest coś takiego co jest niezbędne do pracy? Skoro nie piszesz na komputera, to nie potrzebujesz nawet prądu.

- Potrzebuję papieru.

- A jeśli chodzi o porę dnia czy nocy. Kiedy pisze Ci się lepiej?

- Najlepszy, optymalny dla mnie wariant to taki: wybieram się dwa razy do roku do jakiegoś domu pracy twórczej, albo wynajmuję jakąś kwaterę, albo nawet melduję się w hotelu... Wiesz, żeby oderwać się od telefonów, od przyjaciół, koleżanek, od rzeczywistości. Bo to jest tak... Kiedyś pogadałem przez telefon i wracałem do pracy, a teraz mija kwadrans, zanim przypomnę sobie, co miałem zrobić. Odłączenie zaś telefonu nie wchodzi w rachubę. No więc, wracając do tematu: zwykle wyjeżdżałem, siedziałem tydzień, nic nie robiąc, potem tydzień się rozkręcałem i dwa tygodnie pisałem już pełnym gazem, Oczywiście, pod koniec czwartego docierało do mnie, że teraz pisze mi się wspaniale, ale już należało się pakować, A w Moskwie zawsze pracuje mi się gorzej, więc przystosowałem się do rytmu nocnego, siadam do pracy po północy, kiedy wyłącza się telewizor, telefon milczy, Pracuję tak około dwóch godzin. Poza tym żona od pewnego czasu nie czuje się dobrze, ma kłopoty z sercem i nie lubi, kiedy nie ma mnie w nocy w domu. Musiałem się więc przestawić.

- Z innej beczki. Każdy porządny amerykański autor wspomaga swój talent jakimś zwierzęciem: psem, kotami. Ptakami... Czym Ty się wspierasz, jakie zwierzęta są w otoczeniu Bułyczowa?

-Już nie ma. Miałem ukochanego kota, ale zapadł na nieuleczalną chorobę, dwa razy dziennie szprycowałem go zastrzykami, karmiłem go ze strzykawki.. I on biedak ostatnie cztery miesiące żył w koszmarnym strachu przede mną, przed swoim, wydawałoby się, przyjacielem. Zepsułem mu ostatnie chwile życia, do dziś leży mi to na sumieniu. I już nie jestem w stanie wziąć na siebie takiego obowiązku...

- Kiedy patrzysz na książki Igora Możejki i Kira Bulyczowa*, to które z nich są wynikiem pracy zawodowej, a które pasji, hobby?

- Oczywiście, że te naukowe. Uważam siebie za znawcę w dziedzinie odznaczeń i medali, tu jestem rzeczywiście niezłym fachowcem. W tym mało kto mnie zagnie. Nawet jeśli dotyczy to polskich medali, to mogę wziąć się za bary z Waszymi znawcami. Z fantastyka zaś jest tak, że jeśli jutro zejdę, to fantastykę ktoś za mnie napisze. Natomiast monografii o medalach danego kraju i okresu raczej nikt, albo niewielu, ponieważ te informacje są w mojej głowie... A propos. ta głowa jest warta, po ostatnich podwyżkach, około sześćdziesięciu dolarów miesięcznie (śmiejemy się obaj, serdecznie, aż do łez). Dlatego Jestem zmuszony pisać wstępniaki do czasopisma komputerowego. Wyobrażasz sobie, jaki tupet?! Poza tym pisuję do miesięcznika "Jesli", ale tu już zarabiam znacznie gorzej. Piszę też do "Iskatiela", który nie cieszy się popularnością wśród fanów, ponieważ publikuje przede wszystkim kryminały i sensację, a fantastykę rzadko. A mnie urządza, bo drukuje opowiadania, które niechętnie biorą inni wydawcy, a po drugie, płaci. Mimo wszystko płaci.

- Mówiąc o pieniądzach, to wspomnijmy o nakładach... Proporcje naszych rynków są znane. Zapewne macie niebotyczne nakłady?

- Zależy, jakiej literatury. Kryminały tak, a fantastyka ma nakład z reguły około dziesięciu tysięcy.

-A dlaczego tak mało macie czasopism? Bo skoro mówimy tylko o dwóch to już jest mniej niż w Polsce!

- To proste. Czasopismo i książka kosztuje u nas tyle samo. Jeśli więc czytelnik ma wydać jakąś kwotę, to woli ją wydać na książkę, niż niepewne pismo, którego zawartość może mu się nie spodobać. Tak. więc wolą wydać te 30 rubli na książkę, nie na periodyk. Sądzę, że Polacy czują się obywatelami Europy, skoro maja. pięć periodyków, a ty pokazujesz mi jeszcze "Sciencc Fiction", szósty. A my, Rosjanie, ciągle żyjemy "aby-aby i jakoś tam". Mimo tych wszystkich problemów dorobiliśmy się w końcu dwóch nowych pism, są to "Fantom" i "Zwiozdnyj Most". Zobaczymy, jakie będą ich losy. Ale sądzę, że nakładu pięciu tysięcy nie przekroczą...

-A sieć kolportażu?

- Fatalna. W kioskach sprzedają się tylko romanse i pisma dla kobiet...

- Skoro zeszliśmy na romanse chyba czas się pożegnać. Tym bardziej, że Ty musisz jeszcze spakować się, zamówić taksówkę... Do miłego .spotkania na którymkolwiek z sympatycznych konwentów polskich czy rosyjskich.

- Życzę wszystkiego najlepszego miesięcznikowi "Science Fiction" i mnóstwa jubileuszy, a Czytelnikom wielu miłych chwil, wzruszeń i emocji przy lekturze swojego pisma.

 

Zeznawał: Kir Bułyczow

Protokołował: EuGeniusz Dębski

*-Kir Bułyczow to pseudonim literacki Igora Możejki.