Aktualizacja: 04.11.2007
"Trendo i Vatta"
Portal

Kalendarz przyjacielem felietonisty jest. Gdy nie ma tematów, albo są, lecz nieperspektywiczne, zawsze można zerknąć do kalendarza - jakaś rocznica, jakieś święto, jakieś imieniny... W ogóle dobrze by było, byśmy przejęli, na mocy ustawy, w końcu już kilka głupich mamy, obowiązek świętowanie świąt naszych bezpośrednich sąsiadów - Czechów, Słowaków, Niemców, Rosjan, Litwinów, Ukraińców i Białorusinów. Żeby się, tak po ludzku - łączyć w radości! Otwarte granice, obniżka cen na piwo i pastę do zębów, czerwoną rtęć, fiesta blancarussina! Ole!

A propose - co się stało z czerwoną rtęcią, tak kiedyś chętnie przemycaną i opisywaną? Istnieje - nie istnieje? Nie produkują już czy nie szmuglują? Czy tylko - nie piszą?

Ja tam jestem za. Za świętami, rzecz jasna, nie za czerwoną rtęcią.

Wracając do kalendarza. Zerknięcie nań dało asumpt, besumpt i cesump do przypomnienia sobie o Święcie Kobiet (które by było, gdybyśmy świętowali z sąsiadami). To uruchomiło ciąg skojarzeniowy - odeszliśmy od kochania kobiet na komendę, ale ochoczo przyjmujemy dzień zakochiwania się na rozkaz. Głupie to i nienaturalne. O ile każdy chłop jest stanie ciągłej gotowości do kochania - zapytajcie którego, kobiety i dziewczyny - to wcale nie każdy jest w stanie permanentnej gotowości do walentyństwa. Co innego kochanie - można i garażu, i w pociągu, w przeciągu, na drągu, na sianeczku-sianie, a co innego zakochiwanie się. Kto ma na to czas, komu pozwoli żona?

Jestem przeciw. Z dominacji jednego mocarstwa wpadamy w dominację drugiego. Przesada. Od Wale... wole wale!..

Ale nie o tym miałem. Widząc nieczerwoną kartkę w kalendarzu przypomniałem sobie słowa Macieja Parowskiego, który ma niezwykły wręcz dar pisania o "swoich" autorach dobrze i oryginalne, i smakowicie. Każdemu przypina coś innego, miłego, odkrywczego, a przy okazji wydrukowania którejś z naszych autorek napisał, że uprawia "fantastykę kobiecą". To mi się właśnie przypomniało.

Nie, żebym miał coś przeciwko tym notkom, sam czekam z niecierpliwością na swoje i najczęściej się nie rozczarowuję. Ale - fantastyka kobieca?

Po pierwsze, straszna obsuwa w świetle political correctness, sztandaru demokracji, do której całą mocą przemy. Fantastyka kobieca, co to jest: dla kobiet czy od kobiet? I w jednym i drugim przypadku - nie jest to dla kobiet kwiatek. Ja wiem, że daleko nam jeszcze do amerykańskiej poprawności. Patrzcie: zespół Czarni Słupsk! Przecież (piszę to półgębkiem, żeby się ktoś z Unii nie dowiedział! Cśś!) od dawna nie mówi się o obywatelach czarnej karnacji skóry "czarni" tylko oględniej; nawet detektyw Sipowicz już tak nie mówi?! (Acha, wiecie, że wiedziałem od roku, że Bobby umrze, tylko nie wiedziałem jak, i już mnie trochę wkurzył swoim nieumieraniem?!). Powinno się drużynę nazwać "Afropolacy" Słupsk albo "Polacy Pochodzenia Afrykańskiego" Słupsk, albo "Polacy Pochodzenia Afromerykańskiego" Słupsk, jeśli się działacze spodziewają napływu Afroamerykanów z USA.

Moja żona szła po Berlinie i nagle zobaczyła napis mnie więcej taki: "di garaże fiur di frauen". Zapytała szybko przewodniego względem niej Jerzego, co to ma znaczyć. A on jej, że to specjalne boksy dla kobiet, szersze, dłuższe, że niby tak źle parkują... Że organizacje kobiece protestowały, i jaja są. Moja żona to łyknęła. Dopiero w domu okazało się, że niemal wszystko było prawdą, szczególnie to, że był to poziom garaży szczególnie dobrze oświetlony i staranniej chroniony, dlatego dla "frau", a boksy miały gabaryty normalne, męskie. Ale i tak jakieś organizacje kobiece miały migawy.

No to wracajmy do fantastyki kobiecej. Co by to mogło być? Obrażające godność Kobiet romanse w przestrzeni i cyberprzestrzeni? Takie tytułowe "Trendo i Vatta"?

"Trendo weszła do virtualu i popatrzyła na śpiącego Vattę. Burza myśli przemknęła jej przez głowę. Czy on wie -myślała - że ich router przestanie lanować lada moment? Czy zdaje sobie sprawę, że już za chwilę, gdy tylko uruchomi protokoły FSTP nie przejdzie przez bramkę żadne uczucie większe od spakowanego ćwierćmega? Nie, skąd miał wiedzieć. Przez łzy, zalewające jej brzoskwiniową - chronioną neutralnie odczynowym kremem - skórę twarzy, widziała rzeźbione rysy twarzy kochanka, jego opalone ramiona, taki długi mięsień długi..."

No, dobre to jest i można by tak i można. Ale! Te panie, co czytają takie rzeczy, nie z fantastyki, nie czytają fantastyki, więc po cholerę dla nich pisać coś, co normalna kobieta czytać nie będzie, a one, te panie, też czytać nie będą, bo czytają tylko "Magnoliowe szepty".

Czyli to nie jest fantastyka kobieca. W skrócie "CTNJFK".

To jak - "Liviana pobiegła boso przez łąkę, na skrót, do ruczaju. Ten szemrał jej pieśń magiczną, obiecującą... Pochyliła się nad perliście wartką wodą i popatrzyła na swoje odbicie. Woda, zauroczona jej urodą, wygładziła się, zmieniła w Zwierciadło, a w nim Liviana zobaczyła..."

Czy to jest fantastyka kobiece?.. Hm, nie wiem. To jest coś ala fantasy w najgorszym wydaniu, pierdoły o magii, Madzi, nektarze, koniu-śmoniu (konie nigdy nie szczą w fantasy. Co prawda w SF - też), mieczu, Mieciu i tak dalej. Owszem jest kilka kobiet, co tak piszą, ale u nas ich mało, na szczęście. No i nie jest to fantastyka kobieca, o ile odrzucić płeć sprawcy.

Czyli to też nie jest fantastyka kobieca. W skrócie "CTTNJFK".

No to w ogóle - jest? Jeśli pisze się zwiewną, rozmgloną, łąkowo-polną, zadumaną i mglistą... i tak dalej... fantastykę, to to już jest kobieca? A jeśli napisze tak mężczyzna, nawet niekoniecznie określonej orientacji, to co? A jak napisze kobieta ostrą, cyber-vaginalną, to jest męska czy żeńska? Że przypomnę tylko Jamesa Tiptree Jr i jego (jego?) "Houston, Houston...".

A to na pewno to nie jest fantastyka kobieca. W skrócie "ATNPNJFK".

Popatrzmy też na sprawę jeszcze inaczej, mamy czas możemy sobie podywagować - ja już to napisałem, już się nie męczę, Wy - kupiliście, zainwestowaliście, coś z tym przedmiotem papierowym trzeba zrobić, a kupiliście, żeby czytać, więc - czytajcie dalej: popatrzmy na sprawę jeszcze inaczej, powiadam (a wierszówka leci!). Czy panie Białołęcka albo Brzezińska (przy okazji, chłopy, patrzcie, jak kobiety zaczęły metodycznie opanowywać nasz świat - teraz lecą na "B"), piszą! Czy to jest "swoiście kobieca fantastyka", takie ple-ple, gadu-gadu, firaneczki, ogródeczek i wiano? Nie, cokolwiek powiedzą, piszą pod mężczyzn, pod męskie poglądy, pod męskie chęci przygód, pod męskie słownictwo; pokażcie mi Arlekina, w którym Postać Kobieca użyje "kurwa"? No?

Czyli, kobiety, z jednej strony bronią swej kobiecości, odrębności i integralności, a z drugiej - zdają sobie sprawę, że nasz męski świat jest ciekawszy! Tu się pije, czka i żyje! Tu się używa słów na "ka", na "cha" i "dupa", tu lecą drzazgi i wióry, tu są miecze i blastery w pochwach, ladacznice, wiry przestrzenne i mroczne wieże.

TO TEŻ NIE JEST FANTASTYKA KOBIECA! W skrócie "TTNJFK".

To jest po prostu fantastyka.

Czy "CyberJoly" Anny Liedtke była napisana dla kobiet? Nie. Sądząc z ilości kobiet na konwentach i tych kupujących fantastykę i pisma fantastyczne - gdyby komuś przyszła do głowy myśl pisania tylko dla tej nielicznej grupy, byłaby to myśl stricte samobójcza. Ale nie taki był zamiar autorki. A czytelniczki, którym się ta rzecz szczególnie spodobała, tak zawzięcie opiewały walory opowiadania (ja - popieram, żeby nie było, że nie!), że aż zaczynałem się zastanawiać, czy nie rozumują one tak: "No, nareszcie ktoś tym bęcwałom pokazał, że my też potrafimy! I mocno, i elektronicznie, i punkowo, i cyberowo! Z piąchy!" Co by znaczyło, że żyją w stałym kompleksie.

Ja bym był za tym, żeby tak było.

Byłbym też za przywróceniem Święta Kobiet. One wtedy wszystkie były uśmiechnięte, wybaczające (spóźnione powroty z ak-kad-demi-ji... kochanie...), coś się wieczorem zjadło, coś wypiło i - do normalności.

Byłbym też za tym, żeby w pogoni za - jak to mówią Rosjanie - "krasnym słowcom", co nie znaczy - "cytatem z podręcznika czerwonoarmisty" tylko "ładnym sformułowaniem" - nie przypisywać paniom, ani nikomu, niczego, czego nie zamierzał sam sobie przypisać. Bo mogłaby powstać wtedy fantastyka dla górników, fantastyka dla piosenkarzy, sekserek, maszynistek, zbrojarzy, milicjantów, odlewników, nauczycieli, biznesmenów, wydawców, emerytów, rencistek...

Boże, po co ja to robię!? Po co podpowiadam?! Jeszcze kto przeczyta i...

W każdym razie - jeśli ktoś wytłumaczy na czym polega męskość/kobiecość i dobitnie uzasadni płciowe różnice między, na przykład, "Ziemiomorzem" i "Żołnierzem z mgły", to przez następne dziesięć minut będę go poił czymś, co sam pił będę.

Ani jedna rzecz, ani druga nie są fantastyką kobiecą.

"AJRADNSFK".