Eugeniusz Dębski - www.eugeniuszdebski.pl
Aktualizacja: 18.04.2017
6. Aktualnie się okładkami okładam...


Mocno ostatnio siedzę w temacie okładek.
Nie, żebym sam zaczął je robić, bo to by było wbijanie kolca ciupagi we własnego palucha (zgrabnie unikam „strzału w stopę”), tylko pomysł „Kolekcji ED” wolno bo wolno, ale się realizuje.
Obok macie już chyba siedem sztuk, a będzie więcej. Joanna Szlanga, należy gdzieś-kiedyś-jakoś o niej choćby wspomnieć, znakomicie zrealizowała mój pomysł, dość mętnie i niezręcznie wyłuszczony. No i dobrze. Trzeba umieć się właściwymi ludźmi okładać, no - otaczać. Temat okładki załatwia, jak napisałem Joanna Szlanga, doce i erteefy w MOBI i EPUB zamienia Waldek Chomicki, na stronie zamieszcza niezawodny Andre Szołtysik. Całej trójce należy się chwała i sława. Okładają towar już gotowy w jeszcze lepszą i zgrabną gotowość, co, mam nadzieję, i wam, Czytelnikom, się spodoba.
Powoli i nieuchronnie zmierzam do sedna niniejszej nowomowy: do okładki.
A było tak...
Lata temu, kiedy nikt jeszcze nie wiedział, że Luke Skywalker pójdzie na lata (świetlne) w odstawkę, a potem nagle wróci, napisałem kolejną część cyklu o Owenie Yeatesie. Wymyśliłem mocny (może mi się tylko tak wydaje?) i modny, bo angielski, tytuł „Flashback”. Pojechałem z powieścią do Poznania. Tak, pojechałem, może nawet nie samochodem, bo dopiero nań zarabiałem, a poczta elektroniczna jeszcze nie była wymyślona, przekazałem trzycalowy dysk Przemkowi Ilukowiczowi, bo on miał i zarządzał wydawnictwem CIA Books, w którym byłem przez kilka lat naczelnym koniem, z czym było mi doooobrze! Omówiliśmy z szefem warunki, po czym doszliśmy do momentu omówienia okładki. Siedzimy więc w livingu Przema, rozważamy warianty, a on nagle podrywa się i woła:
- Tej?! - Woła tak, bo to był, przypominam, Poznań. - Już wiem! Co się będziemy, za przeproszeniem, pieprzyć z pomysłami, jak on jest!
I wyszarpuje z półki z płytami winyla ze ścieżką dźwiękową do „Blade Runnera”. Vangelis, przypominam/informuję, bo nie wiem, ile masz lat, Czytelniku...
- O - powiada - plastyk zabierze dubeltówkę i zrobi z tego laser...
- Ale... - bąkam, przerażony wizją procesów w Hollywood - ... tu jest Rachel, i w ogóle nie pasuje to, bo...
- Co nie pasuje? - woła roznamiętniony własnym pomysłem Przemo. - Rachel się zabierze, bo ona do Pymy nie pasuje... - Zafrasował się lekko i nagle puknął w czoło: - Będzie Teba! Dalmatyńczyk wiadomo jak wygląda, nie? Tej, to jest genialne. Tak zrobimy!
I zrobił.
A ja co - byłem koniem, ale nie słoniem. Śnić, że z wydawcą w spory wchodzisz - powiada sennik sybirski - niechybnie mieć biegunkę i kaszel jednocześnie.
Zgodziłem się.
No i teraz, dopiero po latach, dopadła mnie zemsta Vangelisa: oglądam sobie film jakiś, nagle facet, przymierzając się do romantycznych czterdziestu minut, wyjmuje z półki płytę i pokazuje równie przymierzającej się partnerce, a mi pikawa skacze: MOJA KSIĄŻKA!!!
A nie, to płyta Vangelisa...
No trudno, kara być musi.



Hosting: NETinstal - Internet i telekomunikacja