Eugeniusz Dębski - www.eugeniuszdebski.pl
Aktualizacja: 18.04.2017
3. 1979


To wyjątkowy z kilku względów zapis w EDzienniczku… Po pierwsze, jest wyjątkowo dokładna data. 27 października 1979 roku. Taką datą sygnowany jest list. Po drugie, to mój jedyny list-odpowiedź na moje zapytanie. No i czy muszę dodawać, że list od samego Stanisława Lema to jest coś?
COŚ!
Napisawszy kilka opowiadań przypomniałem sobie, że któryś amerykański fachowiec (a jakiż inny byłby ceniony? rosyjski?) powiedział, że grafoman od twórcy różni się tym, że nie cierpi przy tworzeniu, że pisanie sprawia mu radość.
Cóż, miałem dwadzieścia siedem lat, wierzyłem jeszcze w wiele rzeczy, dopiero co przestałem wierzyć w Mikołaja i znajdowanie dzieci w kapuście, w amerykańskich fachowców wierzyłem bezkrytycznie.
A pisanie, niestety, sprawiało mi radość i to ogromną. Miałożby to być znakiem, że jestem grafomanem? Pewnie tak. Dręczył mnie ten problem długo i mocno, nie znalazłem innego sposobu na wyjaśnienie tej mojej zgryzoty niż zapytanie kogoś mądrzejszego. Ale kogo? Znałem osobiście kilku wrocławskich autorów, ale oni byli zdecydowanie młodsi, mieli na koncie mniej zapisanych kartek, a to, że nie wyglądali na zatroskanych swoim statusem w drodze na Parnas… Cóż, ja też nie chodziłem zapłakany, w końcu.
W końcu wymyśliłem. Przepisałem kilka opowiadań, a może nawet wykonałem kserokopie, w końcu pracowałem w przodującym zakładzie produkującym komputery, znalazłem przyjazne ksero, trzeba było tylko wynosić kartki niemal po jednej, nieważne… Jakoś dorobiłem się zestawu własnych opowiadań w domu. Wysłałem kilka takich zestawów. Na pewno jeden poszedł do „Problemów”, miesięcznika naukowego, który czytany był chyba tylko dlatego, że miał tak zwane „żółte strony”, czyli strony z fantastyką. Stronami tymi zajmował się profesor Konrad Fiałkowski, poza profesorowaniem pisał fantastykę, i to nienajgorszą, podobała mi się. Dlatego wybrałem go na egzekutora; powie, żem grafoman, tom grafoman, powie, że nie – to nie! Nie przysięgałem sobie, że jeśli wyrok będzie nie po mojej myśli, to zaniecham pisania, ale liczyłem na dobrą ocenę.
Nie odezwał się. Do dziś.
Zdziwiłem się. W naiwności swojej wyobrażałem sobie, że należymy do Wielkiego Legionu Miłośników Fantastyki, takie tam „Ja i ty jesteśmy jednej krwi!” czy inna pieśń Bandarlogu… No guzik, nie ma odpowiedzi i nie ma. Po pół roku zrozumiałem, że nie będzie.
Wysłałem do „Młodego Technika”, miał też dział fantastyki. Niestety, i stamtąd nie przyszła nawet kropka.
Postanowiłem huknąć z wielkiej rury. Wysłałem pakiet do Stanisława Lema. Powiedziałem sobie, że jak On nie odpowie, to uznam, że piszę dobrze i już. Że piszę fachowo, piszę zajmująco, czyli – mogę pisać. A jeśli odpowie? Zobaczymy, co odpowie. Może odpowie coś takiego: „Od dłuższego czasu rozglądam się za swoim następcą, kimś, kto przejmie po mnie batutę, pałeczkę lidera, berło króla polskiej fantastyki… Niestety, nie było kogoś takiego, aż do chwili, kiedy przeczytałem pana opowiadania…”. Coś takiego by mnie urządzało, naprawdę więcej nie chciałem. Ale też nie wierzyłem, że Lem odpowie, skoro pomniejsi demiurgowie polskiej SF milczeli.
Aż tu nagle – BAC i BUCH!
Przyszła odpowiedź.
Nie wiem, dlaczego chciało się Mistrzowi odpowiadać…
Niestety, nie było w tym liście mowy o berle i koronie. Nawet o pelerynie pazia.
Ale też nie zjechał mnie.
Tak sobie właśnie powiedziałem, ochłonąwszy po lekturze. Mistrz odniósł się do fabuł, do pomysłów, wykazał, że są wtórne, pochwalił się, że kiedyś wymyślił przerzutkę rowerową, a to też było wtórne, bo już ktoś inny ją wymyślił…
I już.
Możecie sobie przeczytać ten list. Nie spaliłem go, ani nie wyrzuciłem, co świadczy, jednak, że nie zinterpretowałem go negatywnie.
Cóż, może się Stanisławowi Lemowi nie podobają, a mi się podobają!
I nie odpuściłem pisania.
Oczywiście, nadal nie wiem czy cierpienie jest niezbędne prawdziwemu twórcy? Pewnie, czasem czytam takie rzeczy, w których widać, że autor się nacierpiał, ale – podzielając jego cierpienie w procesie czytelniczym –nie sprawia mi konsumpcja radości.
Zatem co?..
Mam grać?




Hosting: NETinstal - Internet i telekomunikacja