Aktualizacja: 29.09.2017
KROK 5.

2000-11-14

Pisarz SF na spotkaniu z czytelnikami broni swego prawa do hiperboli, do przesady jako chwytu literackiego. Podaje przykład: gdybym chciał zainteresować społeczeństwo domniemanym problemem lesbijek to najłatwiej to zrobić pisząc opowiadanie, w którym lesbijki opanowały świat. Nie jest to chwyt nowy czy jakoś szczególnie oryginalny, ale taki chwyt istnieje.

Po spotkaniu - porwanie przez komando lesbijek, jedną skądś zna, chyba strażniczka w markecie pod domem. Lesbijki oklejają jego ciało plastrami do depilacji i depilują. Piski, pomstowanie, przekleństwa, groźby. Potem trzy panienki kochają się.

- A ty co - myślisz, że tylko cię rozpalamy? Że za chwilę jedna cię dosiądzie, a druga usiądzie na twarzy? A może jedna weźmie do ust, a druga da cycuszki do całowania? Albo jedna weźmie ci ptaka między piersi, a druga zbombarduje biustem buźkę?

Ogląda się na koleżanki. Chórem:

- Rozczaro-wa-a-a-a-nie!..

Śmiech.

Potem wzwód, pękają spodnie (?). lesbijki zaintrygowane. Niby odchodzą, ale są zainteresowane. Potem jedna wraca. Widzi pkoszmarną pałę, rozbiera się i wsiada na faceta.

Dobrze zrobiłem, pomyślałem, że oddzieliłem otwór komunikacyjny od pala konsumpcyjnego. Mogę teraz gadać sobie i jednocześnie podjadać sobie tę dziewuszkę. A ona jeszcze nawet nie wie, że jest pożerana. Tu, na Ziemi, samice są takie zadowolone z siebie, ciągle mają przed oczami modliszkę, nielicznego przedstawiciela fauny obcego mi i nie lubianego. Wrogiego i odrażającego. Jak świat światem, to samce pożerają niektóre samice.

To ja, słysząc o jakimś mordzie, na przykład w Kanadzie, leciałem tam, pożerałem ze dwie, trzy, czasem osiem kobiet, i uciekałem, zostawiając policję z komunikatem: ciał wszystkich ofiar nie odnaleziono". A jak mieli odnaleźć, skoro bbiedny zboczeniec zamordował raz, a potem ja się podłączałem pod jego działania?! Chi-chi! Kuba Rozpruwacz /kiedy działał? 18-19 wiek?/, Micky Srebrne Ostrze, Paramonow, Mokry Drexler... To ja im dołożyłem na konta po kilkanaście ofiar.

Forma - jak to przekazać? - W dialogu - do kogo? Jak? W monologu wewnętrzmym? Mało dynamiczne. Jak sprzedać pointę: otwór komunikacyjny i pal konsumpcyjny, pal żywieniowy? Kołek?

__________________________________________________________________________________________________________

Nie wiem, co mnie podkusiło, żeby aż tak się "wyszczerzać" na tym spotkaniu. Wprawdzie szczerość w kontaktach z czytelnikami była elementem mojej filozofii - skoro wczepiłem się w zawód pisarza, skoro ludzie inwestują w moją produkcję, to należą im się maksymalnie szczere odpowiedzi, ale może bez przesady. Stąd, chętny czy nie, ale nie odmawiałem nigdy spotkań i promocji, a na spotkaniach starałem się być jak tylko to możliwe szczery. No, bez przesady, na pytanie czy zdradzam żonę przy każdej okazji odpowiedziałbym, że nie.

- ... Skoro więc widzę jakiś problem, i chcę o nim pisać zastanawiam się jak trafić z tym do czytelnika - mówiłem. - Czasem używa się hiperboli, starego jak świat chwytu - przesada, maksymalizacja. Biorę zatem jakiś problem, powiększam go do absurdu i prezentuję czytelnikowi jak gdyby nigdy nic, jakby było to coś normalnego. Niech sam pomózguje - uśmiechnąłem się miło do sali. - Jeśli więc piszę, że Afroamerykanie zawładnęli Ameryką, to nie jest to wyraz mojego strachu czy próba prekognicji, nie. Po prostu ja widzę problem w nadal istniejącym podziale na białą i czarną Amerykę i chcę na to zwrócić uwagę innych. Nie jest ta ta powieść wyrazem moich poglądów, nie jestem ani rasistą, ani członkiem Czarnych Panter. Gdybym napisał powieść, w której tylko lesbijki mogą wziąć udział w podróżach kosmicznych, to też nie znaczyłaby ona, że jestem lesbijką, ani że chciałbym nią być, ani że je potępiam.

Jedna z uczestniczek wstała i wyszła. Lesbijka? Hałas odsuwanego krzesła zwrócił na nią uwagę niemal całej sali. Gdy twarze zwróciły się z powrotem w moim kierunku, postarałem się bez słów skomentować wyjście tej dziewczyny. Udało mi się - rozległ się głośny śmiech, a potem oklaski. Często udawało mi się dobrze wykorzystać swoje jakieś tam umiejętności aktorskie. To był dobry moment na zakończenie spotkania.

- Dziękuję państwu - wstałem i klasnąłem kilka razy.

Podpisałem kilka egzemplarzy "Czarnej rozpaczy". Nie za dużo. Ale bywało i gorzej.

Podziękowałem Heriessie za udane spotkanie, zwyczajowo obiecałem jej, że wpadnę tu w każdej chwili, a sobie, że będę unikał jej księgarni. Wyszedłem na ulicę. Spacerek czy siedzenie w korku? Korek, zdecydowałem, posiedzę, podumam. Akurat zwalniała taksówka, podskoczyłem w jej kierunku, gdy stanęła wskoczyłem do wnętrza i powiedziałem do dziewczyny w szopie dredów za kierownicą:

- Pacific Line. Możesz dookoła, centrum na pewno jest zakorkowane i...

Drzwi odskoczyły, a gdy odwróciłem się do nich zobaczyłem tylko wsuwającą się do wnętrza szczupłą kobiecą dłoń z jakąś puszką w dłoni. Z dyszy aerozolu wystzrzeliła smuga wonnej mgiełki. Wonnej i mrożącej. Coś się takiego zrobiło, że nie potrafiłem utzrymać głowy w pionie. Zaczęła opadać do tyłu. Przed oczami przeleciał mi przód taksówki, odnotowałem, że kierowca wysunęła się niemal do połowy z wozu. Wiedziała, co się dzieje?! Zakrztusiłem się i zwaliłem w ciemność.

Odzyskując przytomność poczułem plamę chłodu na skórze w zgięciu łokcia. Poderwałem głowę pod wpływem niedobrego przeczucia, i miałem rację - igła już ulatywała w przestrzeń, chłodny wacik pocierał moją skórę. Szarpnąłem się, ale niewiele miałem wolności - dwa ruchy kończynami i głową wyjaśniły mi moje położenie. Przypięty pasami do solidnego szpitalnego łóżka. Pokój zwyczajny, sypialnia, olbrzymie owalne łoże. Dwa trema po obu stronach, miliony flakoników i słoiczków na nich. Dziewczyna ze strzykawką byłą tą samą, która podjechała taryfą pod księgarnię Heriessy. Nic dziwnego - szprycerka jakaś cholerna.

- Co robisz?.. - Na końcu języka miałem kilka precyzujących określeń, ale to ja byłem spętany, a ona miała strzykawkę.

Nie zainteresowało jej moje pytanie, spokojnie odsunęła się od łoża. Wyszła z pokoju! No, szlag by trafił?! Z całej siły napiąłem mięśnie nóg, z przyjemnością usłyszałbym trzask zrywanych opasek, ale to było tylko pobożne. Szarpnąłem rękami, potem skoncentrowałem się na prawej, na koniec, już zdyszany, spróbowałem z lewą.

Shit!

Porwanie. Zostałem porwany? Jezu, po cholerę? Co mi chcą zabrać - cztery tysiące z konta czy prawo do odwiedzin Jane? Czy...

O kurde! Baby! Same baby: w taryfie dwie, tu jedna z nich. Stop! Ta, co wyszła z saloniku przy księgarni? Naraziłem się lesbisiom?! No nie! NIE!!

Weszły przez drzwi. Jedna - ta, co wpijała mi się w żyłę, drugiej nie znałem. Ogolona, ale kształtna czaszka. Czy może usiłuje pokazać, że jest tą męską częścią związku? Całe stada kolczyków - po kilka pięter w małżowinach usznych, kuleczki w nozdrzach, jedna nad brwią. Pewnie kilka jeszcze pod ubraniem, skórzanym, oczywiście: kółeczko w pępku, może w wargach sromowych?

Byłem pewien, że podejdą do mnie i się zacznie - jedna pogłaszcze po głowie, pocałuje przelotnie, kusząco, zwodniczo, i ucieknie, druga - jedną rękę wsunie w rozcięcie swojej bluzki i zacznie się głaskać po piersi, wysuwając namiętnie język, którym omiatać będzie swoje pełne wargi. Ewentualnie któraś wsunie dłoń w moje spodnie i zacznie się znęcać.

Przygotowałem się. Nastawiłem. Zaparłem się w sobie.

A one przemaszerowały przez pokój i zaczęły się całować przy łożu. Dłoń z pomalowanymi na czarno paznokciami jak się to mówi, spoczęła, na kształtnej dupce tej ogolonej, druga - co widziałem mimo że właściwie przylgnęły do siebie - wśliznęła się pod skórzaną koszulę i masowała jej pierś. Zaparłem się jeszcze mocniej.

Odwróciłem na chwilę wzrok. Mlaskały, ścierwa, pomrukiwały i krótko posykiwały, widocznie gdy pieszczoty przybierały na ostrości, przechodziły w silne karesy za mocno uszczypniętTy sutek, przygryziona warga, pociągnięty kolczyk, paznokietki wpite w skórę. Usłyszałem jak stęknął materac pod ich ciałami, zaszeleściła jedwabna czy jakaś tam, grunt że połyskująca kapa, pisnęła skóra koszuuli, po której przejeachała rozgorączkowana spocona dłoń.

Nie wytrzymałem, otworzyłem oczy i odwróciłem głowę w ich stronę. Z doświadczenia wiedziałem, że to, co widzę podnieca mnie mniej, niż to, co sobie sam projektuję, wyświetlę w mózgu. I rzeczywiście - nic się właściwie niezwykłego nie działo. Ta pielęgniareczka ( - Sandro-o-o... Och!.. - jęknęła do niej ta w skórze i z ćwiekami. Więc miała na imię wyszukanie: Sandra ) - ssała sutek swojej przyjaciółki, a obrączka w ten sutek wszczepiona co jakiś czas cicho dzwoniła jej na zębach. Raczej śmieszne, niż podniecające. Jedna ręka Sandry ugniatała drugą pierś kochanki, a druga już orała kępkę włosów na jej podbrzuszu. przyjaciółki. Ta, z kolei, choć wyglądem sugerowała mocniejszą istotę, dawała się pieścić, nic w sumie nie przedsiębiorąc dając w zamian. Zaledwie tarmosiła włosy Sandry, głaskała ją po głowie, ale przede wszystkim prężyła się, wyginała, napinała mięśnie i konsumowała. Konsumowała pieszczoty.

A co ja miałem do tego? Hę? Potrzebowały obserwatora? Idotyczne, mogły ich mieć setki, jeszcze by na tym zarobiły. Kochanka tym bardziej nie potzrebowały, nie zanosiło się na udział mężczyzny, przynajmniej w tej chwili, kiedy na nie patrzyłem. Sandra zsunęła się niżej, okrąpała językiem wypukły pępek przyjaciółki -, jak myślałem: kamyk w czarnej otoczce zdobił jej urwany kanał łączności z łonem matki. Rzuciła mi krótkie spojrzenie, przelotne, spod grzywki ciemnych włosów opadających z czoła. Hm, więc pamiętała o mnie, czyżby znazcyło to, że jakąś rolę dla mnie przeznazcyły? Jaką, do licha?

Nagle Snadra odsunęła się od brzucha kochanki, wsunęła zręcznie palce za pasek spodni i kilkoma pociągnięciami zdarła je z bioder, a potem nóg, zaraz potem wyłuskała dupeczkę tej drugiej z fig. A potem zaskoczyła mnie, byłem przekonany, że zacznie energicznie pieścić językiem tę drugą, ale nie. Podniosła głowę i zachichotała:

- Mony? Wiesz, że on myśli, że go rozpalamy? - Popatrzyły na mnie obie. Uśmiechnęły się szeroko. Sandra odezwała się do mnie: - Myślisz, że za chwilę jedna cię dosiądzie, a druga usiądzie na twarzy? A może jedna weźmie ci do ust, a druga da cycuszki do całowania? Albo jedna weźmie ci ptaka między piersi, a druga zbombarduje biustem buźkę?

Obejrzała się na Monę. Roześmiały się i śmiały dość długo. Potem zawołały chórem:

- Rozczaro-wa-a-a-a-nie!..

Śmiech.

Trochę było mi głupio. Potem rozzłościłem się. A one, jak gdyby nigdy nic, wróciły do karesów. Chuj z wami, dziwki cholerne. Popatrzyłem na swoje pęta. Niecielawie. Zwyczajne pasy rzepów, ale sprawne i dobrez trzymające. Oczywiście nie rezygnowałem, napiąłem mięśnie, zatzreszczały rzepy i czyba jeszcze mocniej przywarły do siebie haki i pętle. Tak się nie da. Nogi... To samo. Głowa? Głowa wolna, ale jakiż mam zasięg głową? Zacząłem napinać i zwalniać mięśnie przegubów, starałem się maksymalnie wyszczupleś w tym miejscu, ale czy mi się uda?

A one się podjarały nieźle. Już obie był ynagie, jedna z ogoloną głową i kępką złosityych włosów na zbiegu szczupłych kształtnych nóg, druga wygolona w tym miejscu, co mi pozwalało dobrze spenetrować spojrzeniem wnętrze jej brzoskwinki, przecinanej ruchliwym języczkiem tej drugiej. Mimo woli poczułem falę pewnego podniecenia. Cholera, było by miło wpaść tam na chwilę, na tę kanapę, possać cycuszki, wtulić się w szyje, przywrzeć całym ciałem do gładkiej skóry, wbić się klinem uda między uda dziewczyn, poczuć na nim twardą kość łona. I całować, całować, lizać... Trysnąć, i potem...

Szarpnąłem się z całej siły. Gówno. Nic z tego.

Odwróciłem się i wyłączyłem. Wyłączyłem zmysły. Zapadłem się w siebie. Leniwie obmyślałem zemstę, potem pomyślałem, że mogę nie mieć na nią szans. Jeśli to jakieś pierdolone szalone wilczyce z jakiegośż ekstremistycznego odłamu organizacji kochających inaczej?.. Mogą zakończyć swoją cielesną mszę... Stop, przecież muszą być jeszcze inne baby? Chociażby ta z taksówki? Może na sali były jeszcze inne? N apewno, nitk mi nie powie, że decyzja o moim porwaniu zapadał wtedy, gfdy jedna z nich wyszła z saloniku pod sam już koniec spotaknia. Nie zdążyłyby! Na pewno. Ale czy to dla mnie dobzre, czy źle - grozi mi czarna msza o oforamy móś w sercu, czy tylko pokpią sobie ze mnie i wypuszczą. DLACZEGO ZE MNIE?!!

************************************************************



Hosting: NETinstal - Internet i telekomunikacja